niedziela, 29 marca 2015

Z pieśnią na ustach

Uwaga, uwaga! Nadajemy ważny komunikat: w dniu wczorajszym pewien sport rozpoczął swą oficjalną wędrówkę po Polsce od Motoareny w Toruniu! Speedway Best Pairs Cup otwiera wielkie, ciepłolubne wyścigi, opatrzone znakomitymi oprawami, kibicami oraz falą skumulowanych uwag, narzekań i pochwał, które zimą pozamykaliśmy w szufladach ze skarpetami. Zaczyna się żużel, proszę państwa. Jakie są objawy powrotu speedwaymani? Najlepiej opisuje je piosenka zespołu Lombard "Szklana pogoda", która dzisiaj będzie mi towarzyszyć.

Któż z nas w dniu wczorajszym nie wyczekiwał zawodów, wciąż spoglądając za okno i z nadzieją w głosie cichutko śpiewając: "nad ogromną betonową wsią z wolna gaśnie słoneczna żarówka"? A kiedy zaczęło się ściemniać, trochę bardziej optymistycznie śledził "kocim krokiem podchodzącą szarówkę"? Przecież zbliżające się ściganie czuł w nozdrzach każdy, a oczekiwanie można było porównać do spoglądania na prezenty podczas wigilijnej kolacji. Katorga!
W pewnym momencie ze sklepów zaczęło znikać piwo, później zaś zniknęli panowie. Z ogonków pouciekały również "frasobliwe madonny", gdyż mężczyźni na nieokiełznanych maszynach pobudzają produkcję estrogenu oraz serotoniny (nawet, jeśli ogląda się ich tylko zza ściany w kuchni). Na dworze zrobiło się pusto, a w mieszkaniu samiec alfa nacisnął magiczny przycisk ON.

Mimo, iż atmosfera na zewnątrz raczyła nas w tygodniu wysokimi temperaturami, w weekend wschód Polski zamienił się w krajowy kanał irygacyjny. Głośno mogliśmy więc zakrzyknąć razem z Małgorzatą Ostrowską "Szklana pogoda! Szklanka nadciąga bez humoru!", a teleodbiorniki, z których obraz odbijał się w oknach, nie dawały o sobie zapomnieć i wtrącały: "szyby niebieskie od telewizorów!". Czy to nie kolejna oznaka rozpoczętego sezonu? Tysiące użytkowników portali społecznościowych dało znać, że ich ciekłokrystaliczne okno na świat zajmuje dzisiaj tylko żużel.
Jak z takiej odpowiedzialności wywiązał się Eurosport, który relacjonował zawody? Słabo. Nie poruszając kwestii panów komentatorów, którzy w tym małym studiu zdają się mieć własny światek i własne ściganie, wielkim minusem było odebranie nieco piękności podprowadzającym. Administrator facebookowej strony Najpiękniejsze Żużlowe Fanki już w czwartek zadbał o to, aby na samo słowo SEC Girls myśli kosmaciły się niczym futerko przy kurtce Sinem. Wiatr i operator kamery okazali się homoseksualistami - szkoda. 

Momentami mogło się zdawać, że zawodnicy zamknięci są pod jakąś szklaną kopułą i prowadzą własne, oddzielne zawody. Zespoły, które tworzyły "kłódki trzy" wciąż zaskakiwały. Lebiediew nie mógł chodzić, za to szalał na torze. Kasprzak posiadał piękne fanki, tworzące napis "KRIS" (literka "k" zrobiła sobie przerwę akurat, gdy złapała je kamera), a mimo to jechał jak ostatni młodziak. Gino Manzares przejechał pięć kółek (zapewne jest partnerem życiowym kierowniczki startu machającej szachownicą po trzech okrążeniach).

A na koniec "sąsiad pacierz klepie na kolanach", kiedy Dania wygrywa na polskiej ziemi. W składzie z Nickim Pedersenem, który o jeździe z kolegą wie tyle, ile przekaże mu pani psycholog.

środa, 10 grudnia 2014

Krok po kroku, krok po kroczku...

Biel, która opanowała świat za moim oknem, wskazuje, iż przyszła zima. Pełnoprawnie będę mogła używać tej nazwy dopiero po dwudziestym drugim grudnia, kiedy kalendarz faktycznie da mi znać, iż od tego dnia zaczną się burze śnieżne i pogoda zaskoczy kierowców.
Jednak bez względu na to, jak nazwiemy otaczającą aurę (proponuję "zlodowaciała jesień"), ruch obiegowy globu skutecznie odciął nas od czarnego sportu i pozostawił tradycyjny niedosyt. Myślę, że siłą mięśni wszystkich fanów, którzy zaświadczają o swojej obecności w kwietniu na Stadionie Narodowym, udałoby się nieco zmienić decyzję matki natury. Mogłoby to jednak znacznie zwiększyć liczbę chmur burzowych przetaczających się nad Polską w okresie letnim. Jak więc nie popaść w załamanie i bez depresji przejść przez jesienno-zimową przerwę? W tym roku udało mi się wymyślić cztery etapy, po których ukończeniu powinniśmy poczuć się chociaż trochę lepiej.
I etap: Twoje pierwsze zadanie, mój drogi, spragniony Czytelniku, to zakup biletów na wspomniane wyżej Speedway Grand Prix w Warszawie. Już je masz? Jesteś ogromnym szczęściarzem! Wszyscy polscy fani, (prawie)fani, sezonowcy i antyfani rzucili się na bilety, niczym ludzie na papier toaletowy w babcinych opowiadaniach o PRLu. Zgadza się, byłam jedną z nich, lecz dopiero kiedy zorientowałam się, że pozostanie mi tylko komentowanie z domowej kanapy. Fakt, serce rośnie, kiedy ponad dwadzieścia tysięcy osób deklaruje swoje przybycie i wysławianie czarnego sportu na wszystkie strony świata oraz poprawne i piękne wykonanie hymnu. Jeżeli świstek ze znaczkiem stadionu nie jest jeszcze w Twoim posiadaniu, śledź uważnie strony z aukcjami. Tylko czekać, aż cudownie znajdą się wolne miejsca obok którejś z redakcyjnych sław.
II etap: Kolejny punkt to dokładna analiza minionego sezonu. Długie, mroźne, zimowe wieczory znakomicie wypełni uzupełnianie programów, oglądanie zaległych meczy i skrupulatne przeglądanie statystyk. Każdy kibic, który pragnie być ceniony na swojej trybunie, musi potrafić uzasadnić swoją obelżywą/uprzejmą uwagę względem zawodnika. Jakże rośnie on w oczach swoich piwnych kompanów, kiedy jego wiedza nie obejmuje meczu wstecz, lecz opiera się na dokładnych wynikach z kilku zeszłych sezonów. Dodatkowo możemy zapewnić sobie znakomite rozgrzanie, kiedy nasz "ulubiony" zawodnik ponownie postanowi wprowadzić kilka własnych zasad obowiązujących na torze. A przecież zlodowaciała jesień staje się coraz bardziej lodowata.
III etap: Jesteśmy na półmetku, dlatego pojawia się zadanie nieco trudniejsze i wymagające większego wkładu pracy. Nikt przecież nie powiedział oficjalnie, że od teraz czarny sport jest zakazany i nigdzie nie będzie można go zobaczyć. Jakiś mądry człowiek (zasługujący na przynajmniej kilka nagród) wymyślił ice-speedway, czyli jazdę na motocyklu żużlowym... w poziomie! Miałam okazję spotkać się z tą dyscypliną rok temu i stwierdzam, że nie ma piękniejszego widoku niż właśnie lodowy żużel. Opony uzbrojone w kolce, gladiatorzy obrani w super grube kombinezony i ślizgająca się służba medyczna, której trzeba pomagać częściej niż zawodnikom to obowiązkowy punkt na zimowej liście. Niestety, w tym roku nie spotkamy się w Sanoku. Przedstawiciele polskiego ice-speedway'a zapowiadają zawody w naszym kraju, nie mówią jednak gdzie dokładnie. Lecz bez względu na jakie miasto padnie - kupuj bilet bez zastanowienia. Do zobaczenia, na pewno tam będę!
IV etap: A na sam koniec trochę o walce z nadciśnieniem - nie dajmy się zwieść! Cały czas natykam się na coraz to bardziej szokujące informacje o zmianie drużyny przez takiego lub takiego zawodnika, nowe zarządy w klubach, radykalne zmiany i nieuzasadnione decyzje. Dajmy sobie czas, spokojnie! Znakomicie jest być ciągle na bieżąco i trzymać rękę na pulsie, jednak nie wolno popadać w paranoję i chłonąć informacji jak gąbka. Rozumiem, to kolejny świetny sposób na rozgrzanie, lecz pozwólmy naszym sercom spokojnie pompować krew, nie narażajmy się na skoki ciśnienia. Znakomitym sposobem jest oczekiwanie na oficjalne potwierdzenia, potem już do woli można w kulturalny sposób prowadzić internetową konwersację z innymi kibicami.



poniedziałek, 1 grudnia 2014

Składniki wywiadotwórcze

Podczas zakończonego niedawno sezonu miałam okazję reprezentować grupę ssaków zwaną akredytowani nizinni (nazwa prawdopodobnie nawiązuje do niskiego wzrostu osobników). Nigdy nie będę oceniać czy była to godna reprezentacja, ważne, że w ogóle była. Moja wyobraźnia, przedstawiana w formie typowego kobiecego labiryntu, uzyskała możliwość wyjścia do ludzi, a w następstwie zamęczenia ich, do czego wykorzystywała moje ciało. Przeszukano mi organizm w kierunku wirusa zwanego "dziennikarstwem", pozwalając na dowolność, której się dopuszczałam, rozmawiając z zawodnikami. Czymże jednak jest "wywiad doskonały"? Co zawiera się w ogólnym wzorze na rozmowę?
Przeanalizowałam swoje roczne działania, wyszukując słowa klucze, które, jak się zdaje, opanowały umysły oraz usta moich rozmówców.
1. Tor;
W tym roku zaproszenie komisarza toru było okazją na odegranie się na przeciwnikach, spotkanie na własnym obiekcie zawsze oznaczało jednak możliwość sporządzenia receptury nawierzchniowej pod własne maszyny. Sztuczka ta nie wyszła akurat drużynie z Lublina, którą regularnie przyszło mi pytać "jak wam się dzisiaj jeździło?". Odpowiedzi z reguły zawierały krytyczne słowa względem tworu nawierzchniowego. Przeciwnie zaś odpowiadali goście, z reguły zadowoleni z sytuacji zastanej w Kozim Grodzie. Ot, ukłon w stronę przeciwników.
2. Motocykl;
Nie jechał, ewentualnie jechał słabo. Zdecydowanie częściej słyszałam narzekania na własne maszyny, niż słówka łechcące pojazd po podbródku (a właściwie kierownicy). Rzeczy martwe miały tego pecha, że za swoją niedyspozycję były obwiniane jedynie one, krytyka nie dotyczyła pracy teamu. Przeciwnie zaś było, kiedy zawodników tchnęło, aby swój sprzęt wynieść na piedestał i zasypać gorącymi komplementami. Tylnej opony czepiał się wtedy cały zespół i z wysoko uniesionymi głowami klaskał sam sobie ubrudzonymi w smarze łapkami. Oby podczas tej zimowej przerwy właściciele dali swoim motocyklom odpocząć pod plandeką w ciepłym garażu, a z okazji Świąt obdarowali je nowymi, błyszczącymi częściami.
3. Szanse;
Słowo zdecydowanie kojarzące się z samym dobrem, nadzieją i siłą. Powtarzane od początku sezonu, przewijające się podczas każdego spotkania, gdyż tabela wciąż się ruszała, pojawiali się niespodziewani liderzy, by pod koniec sezonu wszystko odwróciło się o 360 stopni. Nieważne, z jakim wynikiem musiała zderzyć się drużyna - wszyscy wiedzieli gdzieś jakieś sposoby, aby nie znaleźć się w lidze niżej, czy wyleczyć się z braku pieniędzy. Jak to mówią - nadzieja umiera ostatnia, a im dłużej o niej mówimy, tym łatwiej utrzymać jej się przy życiu.
4. Zagraniczne ligi;
Niektórzy zawodnicy wzięli na swoje barki zbyt wiele startów. Przerosła ich liczba drużyn, podróże do kolejnych klubów, często oddalonych od siebie o dystans, który należy pokonać samolotem. Takie sytuacje powodowały, że żużlowcy nierzadko musieli ominąć trening, na rzecz drugiego lub trzeciego pracodawcy, któremu ogromnie zależało na obecności jeźdźca. Skutkiem takiego miszmaszu międzymiastowego była pokaźna liczba punktów w lidze A oraz beznadziejna w lidze B. Lecz, czy któremuś z panów przyszło do głowy, aby ograniczyć jazdy? Większość z nich nawet nie wpadła na pomysł, aby po zakończeniu sezonu zdjąć metaforyczną czapkę i przeprosić za słabe wyniki.
5. Kibice;
Tym razem postawieni głównie jako znakomity motywator, bez względu na to, jakie poglądy względem zawodnika prezentowali. Zarówno ci, którzy kierowali w stronę żużlowca niezbyt kulturalne epitety, jak i osobnicy poklepujący chłopców na odległość sprawiali, iż ich stronę adresowano impulsywne gesty. Często jeźdźcy nie rozumieli dlaczego kibice w wybranym mieście nie darzą ich sympatią - zdarza się, ktoś widać miał gorszy dzień. Fani spełnili jednak swoją rolę doskonale i mogą spokojnie szykować gardła na kolejny sezon.
* "Yyy..."
Przyszło mi również prowadzić, a raczej z całych sił próbować prowadzić konwersację z zawodnikami, którym nieco odjęło mowę. Bez względu na to, jakie pytanie zostałoby skierowane w ich stronę, dawali radę odpowiadać na nie jednym lub dwoma słowami. Z tego miejsca pozdrawiam ich serdecznie - próba kontaktu z wami powodowała na mojej twarzy szeroki uśmiech oraz była znakomitym wysiłkiem dla mózgu.

wtorek, 25 listopada 2014

"Drogi św. Mikołaju!", czyli żużel pod choinką

Pozostał nam tylko tydzień do zimowych, śnieżnych świąt Bożego Narodzenia. Wszystkie grzeczne oraz niegrzeczne dzieci kierują do pewnego brodatego pana kartki z listą wymarzonych prezentów, wzbogacone rysunkami, obietnicami i twardymi przekonaniami: "ja wcale tego nie zrobiłem, rodzice kłamią". Czy św. Mikołaj w to uwierzy i sprezentuje upragnioną nowinkę techniczną zależy od jego możliwości i faktycznej oceny poczynań młodego obywatela. Pytania zasadnicze brzmią jednak: jak wspomniany wyżej święty poradzi sobie z listami od dużych dzieci związanych z żużlowym światem? Cóż takiego może znaleźć się w spisie upominków wyśnionych przez kluby, zawodników oraz działaczy umęczonych tegorocznym czarnym sportem?
Na pewno pieniądze, pieniędzy przecież nigdy dość. Bilety NBP przydadzą się zarówno panom ujeżdżającym dzikie maszyny, teamom, drużynom, jak i zarządom. Nikt nie pogardzi przypływem gotówki, gdyż to ona stanowi największy problem przed, w czasie i po sezonie. Z jej brakiem będziemy musieli męczyć się jeszcze bardziej, kiedy przygotowania do kolejnego roku ścigania ruszą pełną parą i okaże się, że któreś z miast musi prosić się o kilka groszy. Życzmy więc sobie nawzajem, aby polski żużel znalazł pod choinką lub poduszką szczęśliwy kupon Lotto.
W czasach, gdy niepewna jest przynależność do konkretnej ligi, kolejną pozycją na liście powinien być talon, który potwierdzi możliwość ścigania się w upragnionej klasie rozgrywek. Oby był to przydział odpowiedni, uzasadniony obecną oraz przewidywaną sytuacją klubu, niepowodujący żadnych problemów. Cudem bożonarodzeniowym byłoby jednak pogodzenie kibiców oraz zarządów, którzy pozostają w opozycji - jedni chcą swój klub tam, a drudzy zupełnie gdzie indziej.
Zawodnicy grubą krechą powinni w swoich listach podkreślić słowo "zdrowie". Właściwie należałoby, aby prośbę o kondycję wysłali w oddzielnej kopercie, priorytetem, by św. Mikołaj przypadkiem nie zapomniał o najważniejszym podarunku. Dobrze wiemy, jak kontuzje dezorganizują pracę całego zespołu oraz niszczą piękne tradycje, takie jak występy Grega Hancocka w Speedway Grand Prix. Nikt zresztą nie lubi spędzać swojego drogocennego czasu w czterech ścianach szpitalnej sali, dlatego lepiej, żeby nasi utalentowani panowie (oraz kilka pań) nie musieli zapoznawać swoich facjat z nawierzchnią.
Jeźdźcy winni również wspomnieć o dobrze przygotowanych maszynach, które za kilka miesięcy nie będą mogły zawieść. Sprawne motocykle to podstawa dobrego jeżdżenia, lecz brakuje ich najbardziej młodym zawodnikom, dlatego właśnie żużlowe dzieciaki będą prosić o kolejne silniki oraz zapasowe części. I dobrze, przecież zależy nam na kształtowaniu kolejnego utalentowanego pokolenia. Ważne jest jednak, aby buzujące hormony umiały powstrzymać się przed kuszącymi używkami. Na przykładzie Darcego Warda dobrze wiemy, czym skutkuje zbyt późno zakończona zabawa.
A co musi znaleźć się w listach kibiców? Prośba o bilet na Grand Prix w Warszawie. W kwietniu czeka nas test sprawdzający przystosowanie narodowej chluby na najlepszych światowych żużlowców. Miejmy nadzieję, że nawet, jeśli pogoda przywita nas siarczystym deszczem, uda się szybko zamknąć dach i zapobiec zamienieniu czarnego sportu w zawody pływackie. Dodatkowo - wszyscy się tam spotkamy! Nie zapominajmy więc o uprzejmości, kulturze i pokazywaniu prawdziwej polskości. Mikołaj weźmie to pod uwagę przed przyszłorocznymi świętami!

wtorek, 6 maja 2014

Damian Dąbrowski: Nie mogłem pokazać się z dobrej strony

Lider Nice Polskiej Ligi Żużlowej pokonał w niedzielnym spotkaniu KMŻ Lublin 41:49. Carbon Start Gniezno czuł się na lubelskim owalu znakomicie. Mecz był jednak pogromem dla młodzieżowców. Słaby występ zaliczył zawodnik Unii Tarnów - Damian Dąbrowski, reprezentujący Koziołki.

19-latek wzbudził sympatię lubelskich kibiców już podczas pierwszych próbnych biegów na treningu, kiedy pokonał obeznanego z torem swojego klubowego kolegę Arkadiusza Madeja. W meczu z PGE Marmą Rzeszów prezentował znakomitą formę, więc pojawiły się opinie, iż w Kozim Grodzie odżyła formacja juniorska. - Dobrze mi się jeździło, jeżeli tylko będę miał okazję, trener mnie powoła to na pewno będę tutaj przyjeżdżał. Z drużyną dogaduję się dobrze, lubimy się - zapewnił Damian Dąbrowski.

Już w pierwszym swoim wyścigu Damian zaliczył bardzo nieprzyjemny upadek na tor. - Nic mi się nie stało, wywróciłem się, nie wyhamowałem tej prędkości, którą uzyskałem. Silnik zupełnie się rozwalił, ale poleciałem luźno i na szczęście uderzyłem w bandę.W kolejnych swoich startach zawodnik skazany był na korzystanie z drugiej maszyny. Dało się zauważyć, że nie jest ona najlepiej przystosowana do nawierzchni, co skutkowało kolejnymi zerami na koncie. W takiej sytuacji w ósmym biegu Marian Wardzała zdecydował o puszczeniu w miejsce Damiana drugiego z juniorów - Arkadiusza Madeja. - W pierwszym starcie rozwalił mi się silnik i byłem zmuszony jechać na drugim motocyklu, który jak było widać - nie był najlepiej spasowany z torem. Zostałem bardzo z tyłu. W trzecim moim podejściu nie wystartowałem, trener zdecydował, że zastąpi mnie Arek, który jeździł lepiej. - powiedział zawiedziony młodzieżowiec.

Był to pierwszy tak słaby występ w wykonaniu Dąbrowskiego. Zawodnik liczył, że we wczorajszym meczu odrobi upadek, jaki zdarzył mu się w spotkaniu II kolejki. Niestety, na jego niekorzyść działał również lubelski owal. - Nie miałem okazji zaprezentowania się z dobrej strony. Tor jednak trochę różnił się od tego treningowego. Nieco lepiej jeździło się w piątek, natomiast dzisiaj było twardo, byłem niespasowany do warunków. Nie zmienił się diametralnie, jednak dzisiaj się nie udało. 


Kibice nie tracą wiary w młodego reprezentanta Jaskółek, który napawa ich nadzieją i dumą. Fani po cichu liczą, że będzie ich ratunkiem na torze w Łodzi, gdzie Koziołki co roku muszą zażarcie walczyć o wygraną z Orłami.

sobota, 3 maja 2014

Nice PLŻ: KMŻ Lublin - Carbon Start Gniezno (zapowiedź)

Już w najbliższą niedzielę w ramach III rundy rozgrywek Nice Polskiej Ligi Żużlowej, KMŻ Lublin podejmie na własnym torze lidera Carbon Start Gniezno. Jeżeli pogoda nie popsuje planów spotkanie rozpocznie się o godzinie 13:45. Czy spadkowiczowi Enea Ekstraligi uda się zachować koronę? Czy Koziołki przekroczą magiczną liczbę 45 punktów? Zapowiada się bardzo ciekawy mecz.

Ostatni raz drużyny rywalizowały w 2012 roku, który był dla Startu Gniezno najlepszym od dwunastu lat. Drużyna zapewniła sobie awans do Enea Ekstraligi, jednak beniaminek nie poradził sobie w najwyższej klasie rozgrywek. Orły bardzo szybko pożegnały się z walką o Drużynowe Mistrzostwo Polski i ponownie zawitały w Nice Polskiej Lidze Żużlowej.

KMŻ Lublin ma za sobą dwa remisy. Pierwszy z nich zawodnicy wywalczyli na Łotwie podczas meczu z Lokomotiv Daugavpils, drugi natomiast ustanowili na swoim torze w czasie Derbów Wschodu z PGE Marmą Rzeszów. Ekipa z Gniezna prezentowała do tej pory znakomita formę i wygrała spotkanie zarówno I jak i II kolejki. Pierwsze zwycięstwo było lekkim szokiem, gdyż GKM Grudziądz, który podejmował Start, uważany był za lidera spotkania. Gospodarz musiał jednak ulec czerwono-czarnym 43:47. Podczas II rundy rozgrywek Orły bez najmniejszych problemów pokonały ŻKS ROW Rybnik 60:30.

Niekwestionowanym liderem w drużynie Carbon Start Gniezno pozostaje Bjarne Pedersen. Drużyna posiada jednak jeszcze kilka asów w rękawie. Znakomitą formę prezentują Jonas Davidsson, zeszłoroczny reprezentant Zielonej Góry, oraz Damian Adamczak. Koziołki mogą poszczycić się świetną jazdą Daveya Watta, ubiegłorocznego zawodnika gnieźnieńskiego teamu, Roberta Miśkowiaka i Andrieja Kudriaszowa. 

Lubelska drużyna ponownie pokłada nadzieje w Australijczykach. Davey Watt, lider Koziołków, zdobywca największej liczby punktów świetnie zaprezentował się również podczas meczu Polska-Australia organizowanego w Ostrowie Wlkp. Zdobył 13 oczek, czyli najwięcej w ekipie Kangurów. Nie poszło mu jednak dobrze podczas walki w VII Turnieju o Koronę Bolesława Chrobrego organizowanego w Gnieźnie. Jego dorobek to zaledwie 3 punkty. Cameron Woodward natomiast prezentował dobrą formę podczas w/w potyczki z reprezentacją Polski, a jego dorobek to 5+1.

Lublinianie obawiają się formy Dawida Lamparta, który w ostatnich meczu prezentował niesatysfakcjonującą kibiców formę. Lampcio zapowiedział jednak poprawę i zmiany w motocyklu. Pełen optymizmu wydaje się Andriej Kudriaszow, który po wczorajszym treningu może spokojnie być nazywany Lubelską Rosyjską Torpedą. Jeździł naprawdę bardzo szybko i jest zdeterminowany przed startem w niedzielnym spotkaniu - Dzisiaj dużo kombinowałem, zmienialiśmy ustawienia, żeby było lepiej niż podczas meczu z Rzeszowem. Mam więc nadzieję, że wynik będzie lepszy niż dwa tygodnie temu, będę się starał i robił swoje. Chcę dobrze przygotować sprzęty i nastawić się odpowiednio, żeby w niedzielę zrobić spokojnie pięć dobrych startów.

Niewiadomą drużyny z Gniezna może być drugi z juniorów. Do tej pory z siódemką czarno-czerwoni mogli podziwiać Patryka Beśko, który nie zdobywał oszałamiającej liczby punktów. Przed sezonem chodziły plotki, że zawodnik Wybrzeża Gdańsk ma reprezentować barwy lubelskie, lecz do tej pory lubelscy fani nie mieli okazji podziwiać do na swoim owalu. Podczas ostatniego spotkania Beśko nie przywiózł żadnego punktu, nadrobił to jednak jego kolega z pary – Adrian Gała, zdobywając 8 oczek. Po kontuzji do składu czerwono-czarnych powrócił natomiast Michał Piosicki. Jeżeli lubelska para juniorów wykorzysta atut własnego toru ma szansę na pierwsze biegowe zwycięstwa. 

Ani Dariusz Śledź, ani Marian Wardzała nie wprowadzali w swoich składach zmian. Pierwszy z nich posyła na bój najlepszych jeźdźców, drugi mocno wierzy w zagranicznych reprezentantów. Będziemy świadkami walki o pierwsze zwycięstwo ze strony Lublina oraz zachowanie tronu ze strony Gniezna. Jeżeli planów nie pokrzyżuje pogoda - czeka nas ciekawe widowisko pełne rywalizacji.

Awizowane składy:

Carbon Start Gniezno:
1. Jonas Davidsson
2. Damian Adamczak
3. Adrian Gomólski
4. Wadim Tarasienko
5. Bjarne Pedersen
6. Adrian Gała
7.

KMŻ Lublin:
9. Cameron Woodward
10. Andriej Kudriaszow
11. Davey Watt
12. Dawid Lampart
13. Robert Miśkowiak
14. Arkadiusz Madej
15.

Killer para kontra jazda w kratkę

Lany Poniedziałek przyniósł Lublinianom upragniony śpiew silników na stadionie przy al. Zygmuntowskich oraz wyczekiwane od dziewięciu lat derby wschodu. KMŻ Lublin zremisował z PGE Marmą Rzeszów 45:45, a wynik świetnie oddaje całą postać meczu. Byliśmy świadkami wyrównanego i zapierającego dech w piersiach wydarzenia.

W inauguracyjnym biegu Lublin musiał pogodzić się z prowadzeniem przeciwników 4:2, kiedy niezawodny Kenni Larsen przywiózł 3 punkty, a zawiódł Cameron Woodward, przyjeżdżając na ostatnim miejscu. Jednak bardzo miłe zaskoczenie czekało kibiców żółto-biało-niebieskich już w drugim wyścigu, kiedy Damian Dąbrowski oraz Arkadiusz Madej utrzymali wynik 3:3, dając się pokonać tylko znakomitemu Łukaszowi Sówce. Do pierwszej przerwy PGE Marma Rzeszów prowadziła 13:11.

Ogromne kontrowersje wzbudził szósty bieg, w którym Peter Ljung niemal dotknął taśmy, a zawodnicy wystartowali nierówno. Gonitwa nie została jednak przerwana, mimo, iż jeźdźcy wyraźnie oczekiwali czerwonego światła. Zawodnicy z Rzeszowa wykorzystali swoją „killer parę” Nicholls-Ljung i pokonali zdziwionych Lublinian 5:1. Sędzia Artur Kuśmierz nie zareagował na uwagi lubelskich kibiców, lecz ci za chwilę fetowali już zwycięstwo Camerona Woodwarda i Andreya Kudriaszowa nad „Ciapkiem” i Sówką, doszukując się w wygranej sprawiedliwości Bożej. Podczas najdłuższej przerwy mieliśmy trzymający w napięciu wynik 30:30.

W biegu jedenastym Andrey Kudriaszow został ukarany żółtą kartką za niebezpieczną jazdę. Bardzo dobrą formę ze strony PGE Marmy Rzeszów zaprezentowali w biegu trzynastym Maciej Kuciapa oraz Scott Nicholls, pokonują 5:1 Woodwarda oraz Dawida Lamparta, pewnie prowadząc od startu do mety. Przed biegami nominowanymi Żurawie wygrywały 40:38, powoli zaczynając fetę z okazji spodziewanego zwycięstwa.

Bohaterem meczu zdecydowanie zostaje Robert Miśkowiak, który w czternastej gonitwie po prowadzeniu Rzeszowa 5:1, dał radę doprowadzić do rezultatu 3:3 mijając na pierwszym łuku Kenniego Larsena, na kolejnym zaś Macieja Kuciapę, co dawało Koziołkom szansę na odrobienie strat w ostatnim biegu. Ten natomiast zakończył się niespodziewanym rezultatem 4:2 dla gospodarzy, gdzie skórę żółto-biało-niebieskich uratował Davey Watt, a biało-niebieskich zawiodła „killer para”. Punkty w tabeli zostały równo podzielone między kluby i mecz zakończył się wynikiem 45:45.

Po raz kolejny świetną formę pokazują Kenni Larsen oraz Scott Nicholls, kreując się na zdecydowanych liderów rzeszowskiej Stali. Dodatkowo genialnym posunięciem ze strony trenera Janusza Ślączki było wystawienie pary Peter Ljung i wspomiany już Scott, tzw. "killer pary". Zawiódł Paweł Miesiąc, który uważany był za groźnego, ze względu na wcześniejsze starty w lubelskiej drużynie. Żurawie mogą być niezadowolone również z Gaschki, który nie zdobył punktu w meczu.

Lublin natomiast może nareszcie powiedzieć, że jest dumny ze swoich juniorów. - Dobrze mi się jeździło, super tor, trochę szkoda tego ostatniego biegu (defekt – przyp. red.), ale myślę że nadrobię to za dwa tygodnie. Jeżeli tylko będę miał okazję, trener mnie powoła to na pewno będę tutaj przyjeżdżał. Z drużyną dogaduję się dobrze, lubimy się. – mówił po meczu Damian Dąbrowski.
Niepokojem napawała jednak forma Roberta Miśkowiaka, który jeździł „w kratkę”. - Byłem wolny, bardzo wolny, nigdy nie jeździłem tutaj na tak twardym torze. Jestem trochę wściekły na siebie bo może nie robiłem odpowiednich korekt, przegrywałem i nie wiedziałem co się tak naprawdę dzieje. Potrzebuję więcej treningów, może indywidualnych, aby być szybkim.
Dużym minusem okazał się w dzisiejszym meczu Dawid Lampart, który przywiózł zaledwie trzy „oczka”. - Naprawdę nie wiem co się stało. Jadę trzy razy, czwarty raz przywożę zwycięstwo zostawiając praktycznie takie same ustawienia jak przy pierwszym starcie. - Zapytany o tor zdecydowanie przyjmuje winę „na klatę” – Nie ma co obwiniać toru, to ja dzisiaj nie byłem najlepszy.

Rzeszowska Stal może być natomiast spokojna w sprawie „Ciapka”, który pokazuje się od najlepszej strony i zdobywa cenne oczka dla Żurawi. - Nie czuję stresu przed startami w Lublinie, jadę dla kibiców, staram się zrobić dla nich dobre widowisko, pomóc drużynie w odniesieniu zwycięstwa.

KMŻ Lublin: 45
9. Cameron Woodward (0,3,3,1,1) 8
10. Andriej Kudriaszow (2,2*,0,3,0) 7+1
11. Davey Watt (2,3,1,3,3) 12
12. Dawid Lampart (0,0,3,0) 3
13. Robert Miśkowiak (3,0,3,0,3) 9
14. Arkadiusz Madej (1*,1,1) 3+1
15. Damian Dąbrowski (2,1,U) 3

PGE Marma Rzeszów: 45
1. Kenni Larsen (3,2,2,D,1*) 8+1
2. Paweł Miesiąc (1,1*,1,1*) 4+2
3. Peter Ljung (1,3,2,2,2) 10
4. Scott Nicholls (3,2*,1*,2*,0) 8+3
5. Maciej Kuciapa (2,0,2,3,2) 9
6. Łukasz Sówka (3,1,2) 6
7. Marco Gaschka (0,0,0) 0

Bieg po biegu:
1. K. Larsen, A. Kudriaszow, P. Miesiąc, C. Woodward 2:4 (2:4)
2. Ł. Sówka, D. Dąbrowski, A. Madej, M. Gaschka 3:3 (5:7)
3. S. Nicholls, D. Watt, P. Ljung, D. Lampart 2:4 (7:11)
4. R. Miśkowiak, M. Kuciapa, D. Dąbrowski, M. Gaschka 4:2 (11:13)
5. D. Watt, K. Larsen, P. Miesiąc, D. Lampart 3:3 (14:16)
6. P. Ljung, S. Nicholls, A. Madej, R. Miśkowiak 1:5 (15:21)
7. C. Woodward, A. Kudriaszow, Ł. Sówka, M. Kuciapa 5:1 (20:22)
8. R. Miśkowiak, K. Larsen, P. Miesiąc, D. Dąbrowski (U) 3:3 (23:25)
9. C. Woodward, P. Ljung, S. Nicholls, A. Kudriaszow 3:3 (26:28)
10. D. Lampart, M. Kuciapa, D. Watt, M. Gaschka 4:2 (30:30)
11. A. Kudriaszow, P. Ljung, P. Miesiąc, R. Miśkowiak 3:3 (33:33)
12. D. Watt, Ł. Sówka, A. Madej, K. Larsen (D) 4:2 (37:35)
13. M. Kuciapa, S. Nicholls, C. Woodward, D. Lampart 1:5 (38:40)
14. R. Miśkowiak, M. Kuciapa, K. Larsen, A. Kudriaszow 3:3 (41:43)
15. D. Watt, P. Ljung, C. Woodward, S. Nicholls 4:2 (45:45)

sobota, 19 kwietnia 2014

NPLŻ: KMŻ Lublin - PGE Marma Rzeszów (zapowiedź)

Już w najbliższy poniedziałek o 15:30, fani lubelskiego czarnego sportu, oprócz Śmigusa Dyngusa, będą mogli świętować również inaugurację żużla na stadionie przy al. Zygmuntowskich oraz długo wyczekiwane spotkanie. KMŻ Lublin podejmie na swoim torze spadkowicza Enea Ekstraligi PGE Marmę Rzeszów. Która z drużyn będzie oblewała zwycięstwo, a która zaś zaleje się łzami?

Ostatni raz mięliśmy okazję zobaczyć rywalizację drużyn w 2005 roku, kiedy to Rzeszów pozyskał sponsoring Marmy Polskich Folii i awansował do Enea Ekstraligi, KMŻ Lublin natomiast zajął 6. miejsce w lidze. Od tamtej pory teamy mijały się, aby w rezultacie w 2014 ponownie napsuć sobie krwi. Zapowiada się naprawdę gorący mecz, któremu Żurawie nadały nazwę „Zdobyć Lublin”.

Podczas spotkań I kolejki Rzeszów bez większych problemów pokonał łódzkiego Orła 55:35, a zawodnikiem wiodącym swoich kompanów do zwycięstwa był Kenni Larsen, który zdobył 12 punktów. Lublin zremisował zaś z Lokomotivem Daugavpils, a najsilniejszym okazał się Davey Watt, zdobywca 13 „oczek”. Obydwaj zawodnicy będą mieli okazję rywalizować podczas poniedziałkowego meczu.

W najbliższym spotkaniu Lublinianie pokładają duże nadzieje właśnie w Australijczykach – wspomnianym już Davey’u i Cameronie Woodwardzie. Ci nie mieli jednak okazji trenować na lubelskim torze ze względu na starty w Lidze Angielskiej. Taka sytuacja wzbudza pewien niepokój, lecz należy być dobrej myśli, iż zawodnicy są już „rozjeżdżeni” i owal w Lublinie nie będzie im straszny.

Drugą niewiadomą KMŻ Lublin są juniorzy. Wiemy już, że w drugim biegu zobaczymy ze strony żółto-biało-niebieskich Arkadiusza Madeja i Damiana Dąbrowskiego, zawodników Unii Tarnów. Pierwszy z nich zawiódł oczekiwania kibiców podczas meczu z łotewskim Lokomotivem, drugi zaś prezentował znakomita formę podczas czwartkowego treningu. Fani mocno trzymają kciuki za swoich reprezentantów, lecz PGE Marma Rzeszów wystawia znakomitego Łukasza Sówkę, który zdecydowanie jest zawodnikiem godnym Enea Ekstraligi. Nie wiadomo kogo trener Janusz Ślączka pośle do walki pod numerem siódmym, jednak przed lubelskimi młodzieżowcami stoi trudne zadanie.

Niepokojem może napawać fakt, iż w drużynie rzeszowskiej zobaczymy dawnych lubelskich zawodników – Pawła Miesiąca oraz Macieja Kuciapę. Ich atutami są znajomość toru oraz pewna wiedza na temat części drużyny. Dodatkowo „Ciapek” zdobył w meczu z Łodzią 11 punktów. Do boju przeciwko nim trener Marian Wardzała posyła ubiegłorocznego Żurawia, Dawida Lamparta. – Każde zawody są inne i nie wiadomo co się może zdarzyć, ale ścigałem się już kilka razy z chłopakami. Jestem dobrze przygotowany, motocykle są szybkie, więc nie mam się czego obawiać.

Kibiców rzeszowskich dziwi fakt „rozbicia” pary Larsen-Kuciapa, która w meczu z Łodzią przyjeżdżała na metę z rezultatami 5:1, 3:3 i 4:2. Powstała natomiast tzw. „killer para” Ljung-Nicholls, co jest pozytywnym zaskoczeniem jak fanów Żurawi. Trener Marian Wardzała nie wprowadził zmian w lubelskich parach, dlatego kibice stawiają na Andreja Kudriaszowa, który na Łotwie przywoził najwięcej upragnionych biegowych zwycięstw.

Czy Rzeszów faktycznie „zdobędzie” Lublin? Koziołki na pewno nie poddadzą się łatwo, a dodatkowo będą wspierani przez głodnych żużla lubelskich kibiców. Podczas treningu zawodnicy byli mocno zdeterminowani oraz chętni, by pokazać Lublinianom, że stawiają sobie w tym sezonie wysokie cele drużynowe. Mecz na pewno będzie ciekawy i pełen emocji, a żadna z drużyn nie będzie chciała oddać zwycięstwa.

Awizowane składy

PGE Marma Rzeszów:
1. Kenni Larsen
2. Paweł Miesiąc
3. Peter Ljung
4. Scott Nicholls
5. Maciej Kuciapa
6. Łukasz Sówka
7.

KMŻ Lublin:
9. Cameron Woodward
10. Andriej Kudriaszow
11. Davey Watt
12. Dawid Lampart
13. Robert Miśkowiak
14. Arkadiusz Madej
15.

Początek spotkania zaplanowano na godzinę 15:30.

Ceny biletów:
Bilet normalny - 25zł
Bilet ulgowy - 15zł
Bilet szkolny - 10zł
Dzieci do lat 7 – wstęp bezpłatny
Program zawodów - 5zł

Dawid Matura: Czułem się częścią tej drużyny

W niedzielnym spotkaniu I kolejki Nice Polskiej Ligi Żużlowej KMŻ Lublin zremisował z Lokomotiv Daugavpils 45:45, więc lubelscy kibice mogli odrzucić chociaż połowę swoich obaw. Szansę na debiut w żółto-biało-niebieskich barwach otrzymał młody zawodnik Tarnowa - Dawid Matura, który przywiózł cenne jedno "oczko".

Niedzielny występ był Twoim pierwszym w żółto-biało-niebieskich barwach. Dodatkowo były to dla Lublina również zawody inauguracyjne i kibice z wielką uwagą obserwowali poczynania swoich zawodników. Czy czułeś presję przed startem? Jaka atmosfera panowała w parku maszyn?
Nikt nie wywierał na mnie presji, a ja chciałem wywalczyć jakieś punkty. Atmosfera była bardzo dobra, czułem się częścią tej drużyny.

Miejsce drugiego juniora w składzie Koziołków wciąż wydaje się pozostawać wolne. Masz ochotę wystąpić jeszcze raz w lubelskich barwach? Może tym razem czas na prezentację przed fanami z Koziego Grodu?
Chcę występować w lubelskich barwach. Planuję trenować w tym tygodniu w Lublinie, myślę, że przekonam do siebie klub.

Mówi się, że bardzo ciężko jest wygrać z Lokomotivem na ich rodzimym torze. Jak Ci się jeździło na łotewskim owalu? Czy mocno różni się od tarnowskiego?
Jeździło mi się dobrze. Trochę się różni od Tarnowa, jest bardziej pochylony, bardziej twardy i łuki mają inny promień.

Mimo, że w niedzielnym meczu zdobyłeś tylko jedno „oczko” jest to i tak większy dorobek niż drugiego, jednak bardziej doświadczonego, lubelskiego juniora – Arkadiusza Madeja. Ponadto obydwaj jesteście zawodnikami Unii Tarnów. Jak wyglądały wasze relacje podczas meczu z Lokomotivem? Rywalizowaliście czy raczej spoglądaliście na siebie życzliwie?
Relacje między nami były dobre, mieliśmy obok siebie boksy, pomagaliśmy sobie nawzajem. Drogę do Daugavpils pokonaliśmy wspólnie, ja byłem tam pierwszy raz, a Arek wiedział już gdzie jechać.

Podczas naszej przedsezonowej rozmowy nie zadałam Ci jednego z podstawowych pytań: skąd pomysł, aby jeździć na żużlu? Czy masz idola, któremu chciałbyś dorównać w osiągnięciach?
Od małego pasjonowałem się motocyklami, a gdy pojechaliśmy całą rodziną na żużel, pomyślałem, że to dobry pomysł na spożytkowanie zapału. Skupiam się na sobie, nie zważam na osiągnięcia innych zawodników.

Lubelscy kibice nieco zdziwili się, kiedy dotarła do nich informacja, że masz jechać w lubelskich barwach. Wielu z nich oczekiwało, że na Twoim miejscu zjawi się Damian Dąbrowski, który trenował w Lublinie w ubiegłym tygodniu. Kiedy dowiedziałeś się o swoim starcie? Czy nie czułeś lekkiego strachu? Tak naprawdę nie miałeś jeszcze do czynienia z lubelskim teamem.
Mój start został potwierdzony w piątek. Strachu nie czułem, chciałem jechać, marzyłem o tym. Dodatkowo łatwo nawiązuje kontakty.

Jak już wspominałam Twój dorobek punktowy to jeden punkt, jeden bardzo cenny punkt. Remis w Daugavpils jest lekkim zaskoczeniem, szczególnie, że łotewska drużyna pragnęła rewanżu za przegrany mecz z Polonią Bydgoszcz. Jak oceniasz wynik meczu oraz swoją dyspozycyjność?
Fajnie, że zremisowaliśmy, wszystko rozstrzygnęło się w ostatniej gonitwie, było sporo pozytywnych emocji. O mojej dyspozycji nie mogę wiele powiedzieć, potrzebuję jeszcze trochę czasu i kilku jazd treningowych.

Czy masz już plany gdzie będziesz startował w ciągu tego sezonu? Podczas przerwy zimowej wspominałeś, że nadal masz ważny kontrakt z Unią Tarnów. Myślisz, że będziemy mogli obejrzeć Cię w którymś z meczy ligowych Jaskółek?
W zawodach młodzieżowych planuję startować jako zawodnik Unii Tarnów, lecz w Enea Ekstralidze w tym roku nie wystartuję.

Nie jest łatwo zaistnieć w żużlowym świecie, szczególnie, jeśli chce się być jednym z najlepszych zawodników i należeć do elity startującej w Grand Prix. Chciałbyś zostać zapamiętanym jeźdźcem? Jakie są Twoje żużlowe marzenia?
Chcę być najlepszy oraz zostać zapamiętanym.

Podczas transmisji w jednej z internetowych telewizji komentator wciąż nazywał Cię Dawidem „Fortuną”, dopiero w połowie przestał mylić Twoje nazwisko. W nawiązaniu do tego błędu – czy interesują Cię inne sporty? Może są to skoki narciarskie, gdzie Wojciech Fortuna (z którym jak mniemam mylił Cię spiker) był mistrzem olimpijskim?
Tak, my wszyscy sportowcy mamy coś wspólnego. Skoki narciarskie są mi bliskie, w tym roku bacznie przyglądałem się sukcesom naszych rodaków. Kiedy byłem młodszy skakałem amatorsko, robiliśmy na wsi zawody. Mój rekord to ponad 10 metrów.

Ze względu na jazdę speedway wypełnia Twoje życia w znacznym stopniu. Czy żużel jest Twoją pasją, czy raczej interesujesz się tylko treningami i zawodami, a wolny czas oddajesz innym czynnościom?
Nie da się interesować tylko treningami i zawodami, chcąc osiągnąć sukcesy, muszę podporządkować całe swoje życie dla sportu.


W Lublinie nareszcie pojechali!

Zawodnicy lubelskiego klubu mogli wreszcie trenować na swoim torze podczas wczorajszych i dzisiejszych jazd przy al. Zygmuntowskich. Wszyscy zgromadzeni byli bardzo dobrej myśli, a szczególnie zawodnik, z którym Lublin wiąże duże nadzieje – Robert Miśkowiak.

Treningi poprowadził Marian Wardzała, lecz żużlowcy ścigali się przy dość małej publiczności. Kibiców zniechęciło odwołanie czwartkowego treningu ze względu na krótkotrwałe opady. Jednak ci, którzy zjawili się na trybunach byli mocno spragnieni żużla.
Zawodnicy pokazywali się podczas jazdy we trzech, jednego lub dwóch kółek. Bardzo dobrą formę prezentowali dawny zawodnik Marmy RzeszówDawid Lampart i świeżo upieczony senior – Mateusz Łukaszewski. Uważnie przyglądano się również Arkadiuszowi Madejowi, który już kolejny sezon będzie reprezentował żółto-biało-niebieskie barwy. Lubelskim fanom marzy się para juniorów, która w drugim biegu pozostanie niepokonana. W piątek na treningu nie pojawił się drugi z młodszych zawodników – Patryk Beśko, który w tym czasie reprezentował Wybrzeże Gdańsk podczas sparingu z Lokomotiv Daugavpils. W sobotę nie zaprezentował jednak najlepszej formy, niepokojąc lekko lubelskich kibiców. Na treningach zabrakło tylko Australijczyków – Daveya Watt’a i Camerona Woodward’a.
Seniorzy musieli prezentować jazdę na 100 procent, gdyż już w niedzielę czeka ich wyjazd na Łotwę i pierwszy mecz w sezonie 2014. Marian Wardzała obejrzy ich jeszcze raz podczas treningów w tym tygodniu, ale pierwszy wyjazd na tor również będzie brany pod uwagę. Na miejsce w składzie oprócz Łukaszewskiego i Lamparta liczą Andrey Kudriashov i Robert Miśkowiak, z którym udało mi się przeprowadzić krótką rozmowę jeszcze przed wyjazdem na tor.

Dlaczego wybrał Pan Lublin? Czy decydowała tylko oferta, czy może również aspekty dojazdowe, sponsorskie lub inne?
Jeździłem już tutaj i klub zawsze był wypłacalny. Mam tu również sponsora, który mnie wspiera, dlatego kilka aspektów przeważało za tym, żeby tutaj jeździć. 

Wiadomo już, że sparing z Krosnem się nie odbędzie. Czy ze względu na to żałuje Pan, że nie będzie mógł przetestować swoich maszyn w rywalizacji z innymi zawodnikami?
Wielka szkoda, ale tak naprawdę to już dzisiaj mamy szansę na przetestowanie motocykli. Jest nas kilku, możemy się ścigać i sprawdzać. Sytuacja jest jaka jest i nic na to nie poradzimy. Ważne, żebyśmy pojeździli i wyciągnęli pożyteczne wnioski.

Na pewno słyszał Pan o niezbyt przyjemnej sytuacji klubu. Brak sponsora, dość długo brak drugiego juniora. Czy jeszcze przed treningami zastanawiał się Pan nad słusznością decyzji o pozostaniu w Lublinie?
Wiadomo, że sytuacja nie jest łatwa, ale myślę, że wszystko się uda. Nad decyzją bardzo się nie zastanawiałem, trzeba po prostu jechać. Każdy ma swój dział – ja zajmuję się sportem, a w tym czasie ktoś inny dba o sponsorów i o to, aby były pieniądze. Nie jestem więc najodpowiedniejszą osobą, aby wypowiadać się w tym temacie. A co do podpisania kontraktu w Lublinie – nie żałuję.

Kibice, którzy zjawili się na treningu są bardzo spragnieni żużla. Czy czuje Pan lekki stres przed wyjazdem na tor i prezentacją przed lubelskimi fanami?
Nie, absolutnie nie. Jeździłem tu nie raz, w 2012 roku, w 2013 również podczas rozgrywek ligowych. Wtedy była to przeciwna drużyna, jednak zawsze byłem mile witamy, nawet jako przeciwnik. Tu jest bardzo miłe, fajne towarzystwo i chciałbym odwdzięczyć się kibicom za doping swoją jazdą. Dzisiaj nie ma co pokazywać umiejętności „na siłę”. Bądźmy spokojni, mamy jeszcze treningi, więc wyciągajmy wnioski z jazdy, aby skutki były bardzo dobre.

Lubelscy fani liczą, że równie spokojnie Koziołki będą radzić sobie w rozgrywkach ligowych. Przeciwnicy są jednak bardzo groźni. Inauguracyjne starcie KMŻ Lublin z Lokomotiv Daugavpils już 13 kwietnia.

środa, 2 kwietnia 2014

Karol Baran: Skończyło się coś fajnego

Karol Baran, zawodnik Speedway Wanda Instal Kraków, w nieprzyjemnych okolicznościach rozstawał się z lubelskimi Koziołkami. W okresie transferowym doszły nas słuchy o jego problemach ze znalezieniem pracy w Polskiej Lidze Żużlowej. Jak będą wyglądały jego starty w tym sezonie? Czy sprzęt oraz psychika są gotowe na walkę o awans?

Na początek kilka pytań mniej poważnie. W tamtym roku wystąpiłeś w finale Indywidualnych Mistrzostw Polski, co było dość dużym osiągnięciem. Jakie jest Twoje obecne największe marzenie żużlowe? 
Finał IMP był moim indywidualnym celem na tamten sezon. Niestety, udało się go tylko częściowo wykonać, gdyż jechałem jako rezerwowy. W tym roku plany są jednak podobne: chcę awansować do finału i startować jak pełnoprawny uczestnik, bycie rezerwowym mnie nie interesuje. A jeśli chodzi o żużlowe marzenia - raczej takich nie mam. Chcę jeździć jak najlepiej, być całym i zdrowym oraz cieszyć kibiców. To przecież dla Nich.

Jesteś teraz bardzo sławnym zawodnikiem, masz wielu fanów. Czy jako młody chłopak wyobrażałeś sobie, że będziesz rozpoznawany? Właściwie dlaczego wybrałeś akurat czarny sport?
Z tą sławą to oczywiście mocne nadużycie, gdyż nie uważam siebie za popularnego. Żużel nie jest raczej tak znanym sportem jak piłka nożna czy siatkówka. Można powiedzieć, że każdy kto interesuje się czarnym sportem, ten zna lub kojarzy większość zawodników, lecz "sławą" bym tego nie nazwał.
Wybrałem żużel, bo od dziecka miałem styczność z motocyklami. Każdą wolną chwilę spędzało się jeżdżąc lub majsterkując przy naszych "maszynach". Wtedy nie było komputerów i robiło się wszystko, żeby tylko nie siedzieć w domu. Oczywiście ogromny wkład w moje zainteresowanie miał tata, który reprezentował barwy Stali Rzeszów w latach 70. To on zabrał mnie na pierwszy mecz, w czasach, gdy speedway przeżywał swoje lata świetności. Od razu wiedziałem co chcę robić, a w wieku bodajże 16 lat byłem już w szkółce. Nie myślałem o sławie, po prostu chciałem robić to co pokochałem.

Wielu żużlowców publikuje na portalach społecznościowych zdjęcia z ciepłych krajów i leczniczych kurortów. Nie masz czasami ochoty zerwać się i odpocząć dłużej od żużla? 
Odpoczywam po sezonie. W zasadzie ta przerwa mnie męczy bo trzeba czekać na rozgrywki, a głód jazdy rośnie. Żużel to moja pasja i praca. Nie lubię od tego odpoczywać.

Jesteś jednym z ulubionych zawodników kibiców z Lublina. Zawsze mogłeś liczyć na ich doping i są zmartwieni, że w tym roku nie będziesz reprezentował żółto-biało-niebieskich barw. Czy chciałbyś im coś przekazać? Jak wspominasz współpracę z nimi?
Tak! Pozdrawiam serdecznie tych, którzy wspierali mnie przez te 5 lat i wspierają nadal. Pozdrawiam też przeciwników, gdyż jest ich równie wiele. Natomiast kibice w Lublinie są świetni. To właśnie Oni jeździli z nami na wszystkie wyjazdy i to ich było najwięcej. Równie miło wspominam również efektowne oprawy.

Wracamy do poważnych tematów. Wanda Kraków była w ubiegłym sezonie bardzo blisko awansu do Polskiej Ligi Żużlowej. W tym roku klub na pewno będzie chciał dopiąć swego. Jesteś gotowy do jazdy na 100%?
Naszym celem jest dobry wynik, który zadowoli i przyciągnie kibiców na stadion. Startujemy bez presji i być może takie podejście da rezultat, gdyż lepiej miło się zaskoczyć niż niemiło rozczarować. Mamy zgraną ekipę, dobrze się znamy, atmosfera jest fajna, pomagamy sobie nawzajem, a to jest najważniejsze. Oczywiście ze swojej strony zrobię wszystko by osiągać dobre wyniki. Do sezonu jestem w 100% przygotowany. Teraz czeka nas dużo treningów by przetestować maszyny, potrenować, a w skutek czego zaliczyć jak najmniej wpadek w sezonie. Jestem dobrej myśli.



Rozstanie z Koziołkami odbyło się w mało przyjemnych warunkach. Świetnie pamiętamy konferencję w parku maszyn, za którą razem z kolegami zostałeś ukarany. Czy mimo to nadal chciałbyś jeździć w Lublinie?
Skończyło się coś fajnego, ale nie ma do czego wracać. Teraz jeżdżę w Wandzie i na tym się skupiam.

Lubelski klub wciąż nie ma sponsora tytularnego, nie odbył się jeszcze trening oraz posada jednego juniora wciąż pozostaje wolna. Jak Ty oceniasz sytuację klubu?
Czyja to zasługa chyba nie muszę mówić. Szkoda tylko kibiców, bo zapotrzebowanie na dobry żużel w Lublinie jest ogromne.

Dobrą jazdę pokazałeś w Krakowie podczas Eliminacji Złotego Kasku, dodatkowo swój sprzęt oceniasz jako bardzo dobry. Jak jeździło Ci się na krakowskim owalu? Co zmieniło się w Twoich maszynach?
Według mnie do dobrej jazdy było daleko. W pierwszym biegu przespałem start., natomiast w ostatnim pojechałem za szeroko co wykorzystał Piotrek Pawlicki i tak straciłem punkty. A szkoda, bo naprawdę zabrakło niewiele.
W sobotę na torze było trochę dziur, ale w niedzielę był przygotowany bardzo dobrze. Jeździło się przyjemnie, lubię ten owal.
Do sprzętu nie mam zastrzeżeń, jestem z niego zadowolony. To wszystko zasługa pani Doroty i pana Mariusza z firmy "Florencja", za co im serdecznie dziękuję.

Miałeś problemy ze znalezieniem pracy w Polskiej Lidze Żużlowej i musiałeś zejść o ligę niżej. Czy nie podziałało to źle na Twoją psychikę? Jaka jest recepta na sukces?
Były oferty z PLŻ, jednak po ostatnich wydarzeniach miałem dylemat. Pojawiła się konkretna oferta z Krakowa i długo się nie zastanawiałem, a zmiana ligi nie jest dla mnie nowym doświadczeniem. Jeżdżę już tyle lat, że muszę być przygotowany na wszystko.
Nie mam recepty na sukces. W Enea Ekstralidze większość zawodników ma ogromne kontrakty. Zawodnicy z najwyższej ligi z kilkunastu silników mogą wybrać trzy czy pięć naprawdę dobrych. My nie możemy sobie pozwolić na takie rarytasy. Mamy te trzy czy cztery, które muszą, podkreślam muszą jechać. Oto i cała tajemnica.

W jakich zawodach będziesz brał udział w tym roku? Jakie stawiasz sobie cele indywidualne i drużynowe? 
Cele indywidualne to ponownie finał IMP. Jeśli uda mi się awansować, wtedy chciałbym się pokazać z jak najlepszej strony. Jeśli pokażę się na początku rozgrywek to pojawią się także oferty z zagranicznych lig, bo tak jest zawsze. Może uda mi się upolować Danię lub Czechy.

Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę jak najlepszej jazdy oraz jak najmniej wpadek. I oczywiście awansu do finału Indywidualnych Mistrzostw Polski.
Również dziękuję za rozmowę, pozdrawiam wszystkich, a kibiców - zapraszam na stadion.

poniedziałek, 31 marca 2014

Dawid Lampart: chcę przejechać sezon na wysokim poziomie

Dawid Lampart, zawodnik KMŻ Lublin, jest kolejnym płomykiem nadziei dla lubelskiej drużyny. Musi jednak przekonać fanów Koziołków, iż warto było na niego postawić. Jak mu się trenowało na polskich torach? Czy jego maszyny są gotowe do działania? Zapraszam na krótki wywiad z zawodnikiem.

Co sądzisz o niepewnej sytuacji lubelskiego klubu ze sponsorami?
Liczę na to, że wszystko w klubie się poukłada i będziemy mogli w spokoju jeździć w sezonie na wysokim poziomie.

Jak wyglądały Twoje przygotowania do sezonu?
Przygotowywałem się wspólnie z chłopakami z Rzeszowa. Mieliśmy ogólnorozwojowe zajęcia na sali gimnastycznej oraz squash, basen i bardzo dużo biegaliśmy. Warunki pozwalały mi praktycznie całą zimę jeździć na motocrossie, więc w miarę możliwości korzystałem także z takich przygotowań.

Jak trenowało Ci się w Krośnie i Rzeszowie? Chciałbyś już przetestować lubelski tor?
Kilka treningów mam już za sobą, a przy okazji chciałbym bardzo podziękować trenerom z Częstochowy, Rzeszowa oraz Krosna za możliwość jazdy. Nie mogę doczekać się pierwszych kółek na lubelskim owalu.
Jakie cele indywidualne oraz osobiste stawiasz sobie przed sezonem?
Zależy mi na tym, żeby przejechać cały sezon na równie wysokim poziomie, będę do tego dążyć.


Jak oceniasz szanse KMŻ w rozgrywkach?
Mamy fajną drużynę, wszyscy znamy się dosyć dobrze, dlatego powinna być fajna atmosfera.

Chcesz iść w ślady Macieja Kuciapy, który odbudował się w PLŻ? W barwach jakiego klubu Enea Ekstraligi marzy Ci się występować?
Nie chcę iść w niczyje ślady, mam swój własny cel. Wiem, że potrafię dojść do tego, co sobie założyłem i dam radę.
Startuję w lubelskich barwach, więc obecnie myślę o tym co jest, nie skupiam się na innych klubach.

Czujesz stres lub dyskomfort przed startami w Rzeszowie?
Nie czuję stresu ani dyskomfortu. Mam szybki sprzęt i sam czuję się dobrze, więc nie mam powodów do stresu. Potrzeba mi tylko kilku sparingowych meczy, żeby wjechać w sezon i przetestować kilka silników.

wtorek, 25 marca 2014

Mateusz Łukaszewski: muszę sobie radzić na własną rękę

Mateusz Łukaszewski, zawodnik KMŻ Lublin, który dzielnie spisywał się w roli juniora w ubiegłym sezonie, musi ustąpić miejsca młodszym kolegom. Rok 2014 będzie dla niego pierwszym na pozycji seniora. Czy czuje presję związaną ze zmianą? Jak wyglądają jego przygotowania?


Jak oceniasz szanse KMŻ w rozgrywkach?
Myślę, że stać nasz zespół na awans do rundy finałowej. Przed sezonem jest wielu kandydatów do pierwszej czwórki, ale jak to zwykle bywa, wszystko zweryfikują tory i postawa poszczególnych zespołów w trakcie trwania rozgrywek.

Czy zastanawiałeś się nad słusznością pozostania w Lublinie?
Raczej się nad tym nie zastanawiałem. Będzie to już mój czwarty sezon w drużynie lubelskiej. W poprzednich sezonach nie było większych problemów, atmosfera w drużynie była dobra i myślę, że pod tym względem nic się nie zmieni.

Czy miałeś propozycje od innych klubów PLŻ lub Ekstraligi?
Wysyłałem propozycje do innych klubów z pierwszej i drugiej ligi, ale skupiałem się przede wszystkim na pozostaniu w Lublinie.

Jak przedstawia się Twoja sytuacja ze sponsorami? Pamiętamy, że musiałeś dorabiać za granicą.
Samo to, że musiałem dorabiać za granicą powinno być odpowiedzią na to, że ze sponsorami w moim przypadku jest bardzo ciężko. Obecnie nie mam żadnego sponsora i muszę sobie radzić praktycznie na własną rękę.

Jakie stawiasz sobie cele indywidualne i zespołowe?
Cel indywidualny to regularne starty w rozgrywkach ligowych i zdobywanie jak największej liczby punktów w każdym meczu. Cel drużynowy to awans do rundy finałowej, tak jak już wcześniej wspomniałem.

Czujesz stres związany z rozpoczęciem kariery seniora?
Czuję się jak przed każdymi poprzednimi rozgrywkami. Wszystko zweryfikuje sezon, ale jestem do niego pozytywnie nastawiony. Myślę, że jeżeli wszystko ułoży się po mojej myśli to będzie dobrze.


Jak wyglądały Twoje przygotowania do sezonu? Jak jeździło się na torze w Lesznie?
Przez moją pracę za granicą tej zimy przygotowania do sezonu wyglądały trochę inaczej. Jednak po pierwszym treningu wiem, że do sezonu jestem dobrze przygotowany. Na torze w Lesznie jeździło mi się bardzo dobrze, był świetnie przygotowany po zimie, a za możliwość trenowania chciałbym serdecznie podziękować trenerowi Romanowi Jankowskiemu, managerowi Pawłowi Jąderowi i zarządowi Unii Leszno.

Czy w Twoim sprzęcie zaszły jakieś zmiany?
Tak, zaszły zmiany w silnikach, ale potrzebuje paru treningów, żeby je dopasować, jeżeli uda mi się je "dokleić" do toru to powinienem być bardzo szybki.

Z kibicami jakiego klubu najlepiej Ci się współpracowało?
Z kibicami z Leszna jestem bardzo zżyty mimo, iż nie udało mi się w macierzystym klubie wystąpić w meczu ligowym. Nie raz wspomagałem kolegów z drużyny na trybunach w Lesznie, jak i na wyjazdach. Kibice w Lublinie są świetni i można zawsze na nich liczyć. Prowadzą niesamowity doping w trakcie meczów u siebie oraz w innych miastach, który niejednokrotnie pomógł nam w odniesieniu zwycięstwa. Nie tylko w trakcie meczu, ale również w wolnych chwilach, czy w trakcie pracy przy sprzęcie na stadionie pojawiają się kibice, rozmawiamy ze sobą i wszystko odbywa w relacjach przyjacielskich. Moim zdaniem ta współpraca jest praktycznie idealna.

Czy chciałbyś przekazać coś fanom z Lublina?
Chciałbym powiedzieć, żeby niektórzy nie skreślali mnie przed sezonem, gdyż wszystko wyjdzie w trakcie jego trwania. Przy okazji chciałbym serdecznie wszystkich pozdrowić i mam nadzieję, że zobaczymy się na stadionie przy al. Zygmuntowskich przynajmniej w takim samym gronie jak w poprzednich latach.

sobota, 15 marca 2014

Andrey Kudriashov: W moim sprzęcie zaszło sporo zmian


Andrey Kudriashov był pierwszym zawodnikiem, który zdecydował się jeździć dla KMŻ Lublin. Kibice bardzo liczą na tego młodego zawodnika, szczególnie, że darzą go ogromną sympatią. Okres zimowy był dla niego bardzo pracowity. Co pokaże w tym sezonie? Jakich zmian dokonał w swoim sprzęcie?

Jak wyglądają twoje przygotowania do sezonu?
Mam opracowany nowy system przygotowań. Poza ćwiczeniami ogólnorozwojowymi, wykorzystałem nowe, opracowane przez mojego nowego trenera, Grzegorza Kuźniara. Dzięki temu będę lepiej przygotowany do jazdy w sezonie. 

Czy masz już skompletowany sprzęt do sezonu, czy bardzo on się zmienił w porównaniu do poprzedniego sezonu?
Sprzęt jest już gotowy w 100%. Zaszło sporo zmian w porównaniu do lat ubiegłych. Zastosuję rownież nowe rozwiązania, mam nadzieję że to wszystko przyniesie pozytywny efekt. Po treningach w Pile i Tarnowie jestem dobrej myśli. 

Jak oceniasz siłę KMŻ Lublin?
Mamy fajną ekipę. Jesteśmy młodzi, więc nie będziemy nikomu odpuszczać. Poza tym jest z nami trener Marian Wardzała, który zawsze daje nam cenne wskazówki, dlatego myślę, że jesteśmy w stanie zawalczyć o rundę finałową. 

Jakie stawiasz sobie cele indywidualne oraz zespołowe?
Tak jak wcześniej powiedziałem, drużynowo chcę byśmy awansowali do czołowej czwórki ligi, natomiast indywidualnie wystartuje w eliminacjach do SEC oraz mam nadzieję, że ponownie pokażę się w Drużynowym Pucharze Świata.



Czy w związku z problemami zastanawiałeś się nad słusznością decyzji o pozostaniu w Lublinie?
Nie, nie zastanawiałem się. Mimo wszystko, myślę pozytywnie i napewno klub poradzi sobię, w tym ciężkim okresie. Naszczęście napływają dobre informacje, dlatego oczekuję już pierwszych treningów na torze w Lublinie oraz pierwszego meczu w Daugavpils. 

Czy poza polską ligą będziesz startować w innych krajach?
Mam podpisane kontrakty na starty w trzech ligach. W Rosji Turbina Bałakowo, w Dani Holsted Speedway Klub oraz w Czechach AK Slany. 

Jak przedstawia się Twoja sytuacja ze sponsorami?
Już pod koniec zeszłego sezonu doszło do wielu zmian w moim teamie, dzięki temu mam już sześciu nowych sponsorów. Korzystając z okazji chcę podziękować firmie Reall, Credit Value Investments, Althimus, Gór-Pak, Rader Technology oraz Lido. Dzięki ich wsparciu będę zdecydowanie lepiej przygotowany do sezonu.

Czy chciałbyś coś powiedzieć kibicom z Lublina?
Trzymajcie kciuki za mnie i za cała drużynę, będziemy walczyć o jak najwyższe zwycięstwa. Do zobaczenia na Zygmuntowskich!



piątek, 14 marca 2014

Młodzi, piękni, zbuntowani (Gorzów, Leszno, Gdańsk i Tarnów)

Sezon zbliża się wielkimi krokami, a składy drużyn ustalone są od ponad trzech miesięcy. Kluby będą mogły kontraktować zawodników jeszcze trzy razy w ciągu trwania rozgrywek. Nazwiska seniorów, zarówno tych polskich jak i zagranicznych są znane kibicom. W pewne zakłopotanie wprowadzają nas jednak młodzi jeźdźcy, szczególnie, że ligi obfitują w tym roku w mnóstwo kandydatur.

Udało mi się namówić kilku młodych żużlowców na krótki wywiad. Moją ciekawość wzbudziły ich przygotowania do sezonu oraz jakie barwy przybiorą. Niektórzy z nich w tym roku zrobią pierwsze duże kroki w swoich karierach. Jeśli macie ochotę poznać bliżej reprezentantów Waszego klubu - zapraszam do lektury.


Moi rozmówcy to:
Łukasz Kaczmarek - 19-letni zawodnik Stali Gorzów,
Filip Marach - 18-letni zawodnik Unii Leszno,
Kamil Matyjas - 19-letni zawodnik Wybrzeża Gdańsk
Dawid Matura - 18-letni zawodnik Unii Tarnów,


Czy będziesz w tym roku reprezentował barwy jakiegoś klubu? W którejś z lig lub w zawodach juniorskich?

Ł. Kaczmarek: W nadchodzącym sezonie będę jeździł na zasadzie gościa w Rawiczu, a zawody młodzieżowe jako zawodnik Stali Gorzów.
F. Marach: Reprezentuję w tym roku klub z Ostrowa, w którym mam nadzieję, że wystąpię we wszystkich możliwych zawodach. Chciałbym by tej jazdy dla Ostrowa było jak najwięcej.
K. Matyjas: Na dniach zostanę wypożyczony do jednego z pierwszoligowych klubów.
D. Matura: Mam ważny kontrakt z Unią Tarnów.

Jak wyglądały Twoje przygotowania do sezonu?

Ł. Kaczmarek: Do sezonu przygotowywałem się wraz z chłopakami z klubu. Trenowaliśmy 5 dni w tygodniu, zgodnie z rozkładem: poniedziałek sala, wtorek siłownia, środa zajęcia gimnastyczne na AWF, czwartek ponownie siłownia, w piątek zajęcia MMA, a sobotę spędzałem na warsztacie i przygotowywałem motocykle.
F. Marach: Do sezonu jak co roku trenowałem z Unią Leszno, mieliśmy zajęcia na sali, na siłowni oraz w terenie. Starałem się również jak najwięcej sam trenować.
K. Matyjas: Przygotowywałem się do sezonu od listopada. Trenowałem z kolegami z drużyny pod bacznym okiem trenera Andrzeja Hulko, bardzo dużo biegałem, w między czasie dochodziła siłownia i wszelkiego rodzaju inne ćwiczenia pomagające mi lepiej przygotować się do sezonu. Poza tym trenowałem na motocrossie.
D. Matura: Biegałem, ćwiczyłem mięśnie, było też trochę nowatorstwa z mojej strony. Uczestniczyłem też w zajęciach organizowanych przez mój klub. Odbywały się one na sali gimnastycznej i w terenie. Ćwiczyłem też na obozie. W międzyczasie przygotowywałem sprzęt oraz dogrywałem wszelkie sprawy.

Jakim zapleczem sprzętowym będziesz dysponował? To Twoje maszyny czy odziedziczone lub pożyczone?

Ł. Kaczmarek: Moje zaplecze sprzętowe to 2 kompletne motocykle. To roczne ramy w tym jeden nowy silnik.
F. Marach: Przygotowane mam dwa kompletne motory oraz 3 silniki. Niestety na wiecej nie było mnie stać. Mam nadzieję, że ten sprzęt mnie nie zawiedzie. K. Matyjas: Dysponuję dwoma prywatnymi kompletnymi motocyklami. D. Matura: Moje zaplecze sprzętowe składa się m.in. z 2 motocykli. Jeden jest moją własnością, natomiast drugi należy do klubu.

Co robisz poza żużlem? Jakie masz zainteresowania?

Ł. Kaczmarek: Poza żużlem lubię jeździć na motocyklach, jak i rowerach.
F. Marach: W wolnym czasie od żużla staram się nadrobić zaległości szkolne, lubię pojeździć na crossie czy też spotkać się ze znajomymi. K. Matyjas: Ogólnie wszystko kręci się wokół żużla. W wolnych chwilach spotykam się z przyjaciółmi i bardzo lubię jeździć na motocrossie. D. Matura: Interesuję się muzyką trance, odkrywam zasady odżywiania, poszerzam swoją wiedzę na temat religii chrześcijańskiej oraz mechaniki i fizyki, jestem ciekawy świata, dużo czytam, spotykam się ze znajomymi.

Jak dziewczyny reagują na wieść, że jesteś żużlowcem?

Ł. Kaczmarek: Dziewczyny różnie reagują, ale to, że uprawiam taki a nie inny sport nie robi ze mnie kogoś innego, jestem taki sam jak wszyscy.
F. Marach: Rzadko kiedy mówię nowym znajomym o tym, że uprawiam taki sport. To jest dla mnie hobby, a nie jakiś powód do chwalenia się. Reakcje na taką wiadomość są jednak różne.
K. Matyjas: (śmiech) Nie wiem co odpowiedzieć.
D. Matura: Różnie, ale jeśli rozmawiamy na ten temat, zawsze możemy z uśmiechem na twarzy porozmawiać, ja opowiadam jak to wszystko wygląda. Niektóre nie wiedzą co to za sport, ale ja we wszystkich chce zaszczepić bakcyla do żużla i zawsze fajnie wyglądają takie rozmowy, opowiadania, zachęty.

Jak oceniasz szanse swojej drużyny w tym sezonie?


Ł. Kaczmarek: 
Myślę, że naszą drużynę stać na play-off, a tam wszystko może się wydarzyć.
F. Marach: Szanse na pewno mamy duże, jednak każda drużyna jedzie z takim nastawieniem jak my. Wszystko zweryfikuje tor, jednak sądzę, że gdy każdy z nas pojedzie na swoim poziomie stać nas na wiele. K. Matyjas: Jeżeli wszystko pójdzie po myśli działaczy klubu to myślę, że powinno być w miarę dobrze. D. Matura: Nasza drużyna jest zgrana, będziemy w czołówce.

Praca juniora wcale nie należy do najłatwiejszych, a dobrą jazdę gwarantują całoroczne ćwiczenia. Należy wciąż rozwijać swoją pasję i nie poddawać się nawet na chwilę.
Dziękuję zawodnikom za odpowiedzi i życzę "trójek" i sukcesów w zawodach.

niedziela, 9 marca 2014

W oczekiwaniu na sponsora

Do rozpoczęcia sezonu pozostało mniej niż trzydzieści dni, a do pierwszego meczu lubelskiego Motoru tylko trzydzieści cztery. Mimo to na stadionie przy al. Zygmuntowskich nadal nie słyszeliśmy warkotu motocykli, co gorsza - w najbliższym czasie nie zapowiada się byśmy w ogóle go usłyszeli. 

Zastąpieni

Problemy żółto-biało-niebieskich rozpoczęły się już podczas zeszłego sezonu. Drużyna wywalczyła udział w rundzie finałowej, jednak lubelski zarząd postanowił wcielić w życie plan oszczędnościowy. Ponieważ zawodnicy, którzy zadbali o miejsce drużyny w pierwszej czwórce nie wyrazili zgody na obniżenie płac - barwy Lublina reprezentowała zupełnie inna drużyna. 

Zarobki miały być bardzo niskie (obniżone o ok. 70%), dodatkowo klub nie prowadził z zawodnikami żadnych rozmów o renegocjacji kontraktów podpisanych na początku sezonu. Daniel Jeleniewski, Maciej Kuciapa, Karol Baran i Paweł Miesiąc mieli zostać zastąpieni jeźdźcami z niższej ligi, nie utożsamianymi z lubelskimi Koziołkami. Gorącym meczem, na którym mogliśmy zobaczyć całą w/w czwórkę był pojedynek na lubelskim torze z Grudziądzem. Na te zawody "Ciapek" oraz "Jeleń" podpisali aneks o obniżeniu płac, jednak Baran i Miesiąc jechali na dawnych warunkach wynagrodzenia. Zawodnicy zorganizowali także konferencję dla kibiców w klubowym parku maszyn, za co zostali ukarani przez władze klubu karą 90 000 zł. Ponieważ nie zgodzili się z tą decyzją - sprawa trafiła do Trybunału PZM i znajduje się w nim do dziś. 


Kolejne bitwy na wyjazdach (jeśli można nazwać tak ogromne porażki,) Lubelacy toczyli z innym, o wiele gorszym składem, w którym byli m.in.: Tomasz Piszcz, Michał Łopaczewski, Jacek Rempała, Kasper Lykke Nielsen, Tadeusz Kostro. Wyniki mówiły same za siebie: Gdańsk 65:25 Lublin, Grudziądz 63:27 Lublin, Daugavpils 63:27 Lublin. Lepiej nie było nawet, gdy stery przejmowali liderzy - Lublin 37:52 Gdańsk. Jedynym pocieszeniem może być ostatni mecz na lubelskim owalu, kiedy Koziołki pokonały Lokomotiv 56:34. Tej niedzieli nie dopisali jednak kibice i na trybunach pojawiła się ich dosłownie garstka, a nawet tak wysoka wygrana nie zapewniła żółto-biało-niebieskim trzeciego miejsca w tabeli.

Jakie nowe transfery?

KMŻ Lublin dość szybko rozliczył się z zawodnikami oraz innymi podmiotami i ze spokojem czekał na otrzymanie licencji. Tę dostał równie łatwo, a budżet na nowy rok był szacowany na ok. 2 000 000 zł, czyli mniejszy niż w ubiegłym sezonie. Klub opuścił długoletni kierownik drużyny Jacek Ziółkowski, co tłumaczył zmęczeniem oraz złożeniem wielu spraw. 
Jedyne, na co kibice musieli czekać bardzo długo był nowy skład na 2014. Podczas gdy inne kluby systematycznie powiększały grono swoich jeźdźców - lubelscy fani cieszyli się z przedłużonego kontraktu Kudriaszowa oraz zgrzytali zębami przy podpisywaniu umowy z Grudziądzem przez Jeleniewskiego. Okazało się, że barwy żółto-biało-niebieskie przywdzieje również dwóch Australijczyków - znany już Lublinianom Cameron Woodward oraz reprezentujący w 2013 Start Gniezno Davey Watt. Po prawie dwóch miesiącach do składu dołączył Dawid Lampart, były
zawodnik Stali Rzeszów, jednak został przyjęty przez kibiców z lekką obawą oraz ostrożną radością. Trener zapewniał jednak, że Dawid bardzo dobrze czuje się na lubelskim torze i będzie zdobywał wiele punktów dla nowej drużyny. 

Ogromnym ciosem dla każdego fanatyka była decyzja wychowanka Motoru o odejściu do drużyny z Grudziądza. Oskar Bober, 17-letni zawodnik z Lublina, chłopak świeżo po uzyskaniu licencji nie będzie zdobywał punktów dla swojego macierzystego klubu. Postawił na swój własny rozwój, tłumacząc to możliwością lepszego pokazania się przy większej ilości startów. 

Podczas konferencji zorganizowanej przez zarząd KMŻ przedstawiono kolejnego zawodnika, mającego być liderem i podporą klubu - Roberta Miśkowiaka. Znany już w Lublinie, lubiany przez kibiców, przyjęty bardzo ciepło. W 2013 reprezentował barwy Wybrzeża Gdańsk, jednak miał tam problemy finansowe i cenił sobie regularne płacenie jakie zapewniano mu nad Bystrzycą. Do składu dołączył (a raczej pozostał w nim) Mateusz Łukaszewski, dla którego nadchodzący sezon będzie pierwszym w roli seniora. Zawodnik musiał niestety dorabiać za granicą, aby skompletować i doprowadzić do porządku swój sprzęt, dlatego nie możemy spodziewać się zmiany ani zdecydowanych renowacji w sprawach maszyn.

Skład KMŻ Lublin na 2014:
Mariusz Franków
Martin Gavenda
Andriej Kudriaszow
Dawid Lampart
Mateusz Łukaszewski
Robert Miśkowiak
Krzysztof Pecyna
Tomasz Piszcz
Davey Watt
Cameron Woodward
Arkadiusz Madej

Sponsor żegna

Największym ciosem, jaki ktokolwiek mógł zadać lubelskim Koziołkom był tytularny sponsor - Lubelski Węgiel Bogdanka. Firma postanowiła wycofać się ze sponsorowania żużla, poświęcając całą uwagę oraz finanse Górnikowi Łęczna. Ta decyzja spadła na klub jak grom z jasnego nieba i postawiła pod ścianą, gdyż środki płynące z tego tytułu były ogromną częścią w budżecie. Decyzja firmy była nieodpowiedzialna i zdecydowanie powinna być podana wcześniej, gdyż ma ogromny wpływ na całą działalność lubelskiego czarnego sportu. 

Na włosku wisiało przystąpienie Lublina do rozgrywek Polskiej Ligi Żużlowej. W poszukiwanie sponsorów oraz środków zaangażował się bardzo mocno również prezydent Krzysztof Żuk. Dzięki temu udało się opanować sytuację i zapadła pozytywna decyzja o przystąpieniu KMŻ do zmagań o awans do Enea Ekstraligi. 

Dziura po Lubelskim Węglu Bogdanka została zapełniona w 60% przez większy wkład firm zajmujących się już sponsoringiem żużla oraz przez pojawienie się nowych partnerów. Nadal pozostaje jeszcze wolne miejsce w nazwie, zastrzeżone dla największego sponsora. Zarząd zapewnia jednak, że wszystkie rozmowy prowadzone są ze skutkiem pozytywnym.

Junior, trener i trening

Najnowszą dobrą nowiną, jaka obiegła lubelskich kibiców, jest zajęcie posady juniora przez Arkadiusza Madeja. Zawodnik znany już żółto-biało-niebieskim miał okazję pokazywać się na torze przy al. Zygmuntowskich w ubiegłym sezonie. Trzymajmy kciuki, by nadchodzący sezon był dla niego nieco lepszy.

Wkrótce ma zostać również podpisany kontrakt z trenerem Marianem Wardzałą, a pierwszy trening zapowiadany jest na koniec marca. Kibice wierzą, że niedługo poznamy także sponsora tytularnego oraz kolejnego młodzieżowca, a całej Polsce pokażemy, że lubelski żużel potrafi wyjść z twarzą z każdych tarapatów. 









poniedziałek, 3 lutego 2014

Tylko ty, po tobie nie ma nic, dziś piszę dla mamony


Czy cel zawsze uświęca środki?

Pieniądze, szmal, mamona, kasa, hajs. Nazywamy je różnie i spotykamy na każdym kroku. Tym razem zapukały również do świata żużlowego.


Na usta wielu kibiców czarnego sportu ciśnie się niedawna sprawa między Emilem Sajfutdinowem a Włókniarzem Częstochowa. Niezapłacona pensja, kara oraz szczypta chamstwa. Nie jest to jednak jedyna
sprawa, która pokazuje, że pieniądze zaczęły odgrywać w speedwayu ogromną rolę.

Rozpocząć trzeba na pewno od wyżej wymienionej sprawy z Częstochowy. Rosjanin reprezentował biało-zielonych w minionym sezonie, jednak nie otrzymał od klubu całości zarobionych pieniędzy. Mimo iż termin płatności minął z końcem listopada – zaległości do tej pory nie uregulowano. Zarząd Lwów stwierdził, że pieniądze zostaną przekazane na poczet kary dla zawodnika. Owa kara wyniosła 200 tysięcy złotych i została podzielona na cztery części po 50 tysięcy (więcej informacji tutaj).
Między Emilem i Włókniarzem od dłuższego czasu zgrzytało. Pieniądze miały być tutaj karą za nieposłuszeństwo i środkiem do ukazania, że zawodnik nie ma wcale tak dużo do powiedzenia, istna próba uciszenia.

Kolejną „świeżą” sprawą jest zmiana nazw I i II ligi na Polską Ligę Żużlową oraz Polską 1. Ligę Żużlową w celu uzyskania dochodów od firm, które zachcą zainwestować w czarny sport. Rok temu, wskutek włączenia się do sponsorowania firmy Enea, nastąpiła zmiana Ekstraligi żużlowej na Enea Ekstraligę. Tegoroczne kombinacje są wprowadzane ze względu na bardzo prawdopodobne transmisje meczów pierwszoligowych przez stację TVP oraz sponsorowanie owych rozgrywek przez firmę Nice Sport (więcej informacji tutaj). Gorszą stroną takiego wsparcia jest fakt, że kluby nie dostaną z tytułu sponsoringu żadnych pieniędzy. Wszystkie zostaną przeznaczone na realizację przekazu telewizyjnego.

Od tego sezonu zmienia się również wygląd i układ reklam na żużlowych kevlarach. Dotychczas klub dostawał 100 procent powierzchni stroju, jednak mógł przekazać całość zawodnikowi. I tak działo się najczęściej. Od 2014 sportowiec dostaje do dyspozycji jedynie 30 procent, a co gorsze, powierzchnie te nie należą do najlepszych. Może to spowodować, że „ubranko” będzie częściowo puste lub na siłę zapchane klubowymi sponsorami za grosze. Nikt nie przemyślał również kwestii, że konkretni zawodnicy mają podpisane ze swoimi sponsorami kontrakty na lata, a w nich określoną ilość i powierzchnię reklam.
Ten pomysł szczególnie nie przypadł do gustu Patrykowi Dudkowi:
Można powiedzieć, że jestem z tego niezadowolony, bo mam z tym problem, dlatego możliwe, że finansowo nie będę tak samo stać wysoko jak w zeszłym roku, bo niestety reklamy nie pojawią się na meczach ligowych, gdzie wiadomo, że jest największa oglądalność, a sponsorom zależy na tym, żeby pokazywać się w telewizji. Uważam więc, że ja jestem w trochę kłopotliwej sytuacji.

Ostatnio w gronie redakcyjnym TakSięGraTV poruszyliśmy temat kilometrowych nazw klubów (Marma, Betard a może Unibax?). Niedoścignionym mistrzem w tej dziedzinie pozostaje na pewno drużyna siatkarska Polski Cukier Muszynianka Fakro Bank BPS, jednak żużel również ma swojego mistrza. MDM Komputery ŻKS Ostrovia Ostrów Wielkopolski według mnie jest najgorszą nazwą dla speedway teamu. Nie chce tu urazić oczywiście kibiców Ostrowa, „Ostrovia Ostrów” jest częścią jak najbardziej w porządku. Jednak sponsorzy mogli by się dobrze zastanowić nad sensem dodawania długiego początku i tworzenia Lubelskiego Węgla KMŻ Lublin, zamiast powrotu do nazwy Motor Lublin. To jednak oni mają pieniądze i to do nich należy decyzja.

Na zakończenie mogę dodać jednak pewien pozytywny akcent. Tai Woffinden zapytany o to dlaczego pozostał przy Sparcie Wrocław, jednym z najbiedniejszych klubów, odpowiedział, że ważni są kibice i atmosfera, a nie pieniądze.